annaczyrska blog

Twój nowy blog
 Skończyłam wczoraj czytać Marinę. 
To ulubiona powieść Zafona. Ja czuję się nią 
trochę rozczarowana. 
Moja ukochana powieść tego autora
to GRA ANIOŁA. Co do Mariny narosło 
we mnie piękne wspomnienie. 

     Gdy byłam młodsza pisałam opowiastki w takim 
właśnie stylu, potem kazałam czytać to biednym ludziom
aczklwiek miałam stałych czytelnikłów. Pisałam w zeszytach 
i zawsze na końcu tych zeszytów pisano mi recenzję. 
Te powieści były właśnie w stylu Mariny. 

marina

  Marina jest więc dziełem bardzo naiwnym, 
nieco w stylu hollywoodzkim. Tajemniczy świat, 
tajemniczy bohaterowie. Warto ją przeczytać 
- opowiada tym razem o geniuszu medycyny. 
Myślę,że zafon rozumie pisarzy i ich świat.
Nie tylko pisarzy.Pisząc o artystach, u niego 
artyści najpierw są wzgardzeni i odrzuceni by niczym 
w bajce stać się bogatymi, wspaniałymi. 
Szkoda,że tak nie jest w rzeczywistości. 
Mam dziś dobry nastrój- szkoda,że tak szybko 
przeczytałam Marinę.

 Po pierwsze cieszę się,że w naszym konserwatywnym
kraju powstają takie książki. Kazamiko, bohaterka powieści 
Beaty jest próbą bycia Łukaszem Gołębiewskim w sp,odnicy.
Zacznijmy od początku: 
Jak każda powieść ma swoje plusy 
i minusy.
 Czytałam ją w Belgii i sama jestem 
na krawędzi marzeń. Bohaterka czyli Kazamiko mnie 
irytuje, momentami będąc bardzo podobną do mnie. 
Jest skupienie na psychologii postaci, książka mogłaby 
stać się podręcznikiem seksualnym aczkolwiek podobnie 
reaguję jeśli chodzi o sex. Sex opisany jest wyśmienicie.
.
  Realność w tej powieści drażni. 
Niekiedy są mocne wejścia ale nie podoba się mi 
żywanie zbyt często metafor. Książka posiada też
wiele niedokończonych fragmentów (Wypadek 
na początku tego chłopaka, choroba matki, śmierć psa).
Jest to urwane. Atutem powieści jest opis seksualności. 
Za to największy plus. Momentami w relacji z Kreską 
opis jest zbyt przesłodzony. 
Ta słodycz powodowała, że traciłam
zaufanie do postaci. Poza tym wszechobecna puenta, 
zakończenie otwarte- ale nie zaciekawia, pozostawia 
mnie nienasyconą. Jeśli miało to być mocne to nie jest.
Warto jednak powieść przeczytać. 
W naszym konserwatywnym kraju podoba mi się 
bunt wydawnictwa jirafa roja. 
I tych książek jakie tam się wydaje. 


  Biuro Literackie mnie nie zaskoczyło. 
Po tylu latach spodziewałam się jakiejś rewolucji, 
czegoś nowego, odkrywczego. 
Niestety szef Biura nie ma nic do zaoferowania 
poza tak samo działającym mechanizmem, 
pozornie innymi treściowo poetami.
Nie mam nic do poetów „biurowych” jednak 
BL jest nudne, wbrew pozorom nie idzie w czas 
tylko raczej cofa się. 
Nie chcę nikogo obrażać ale czytam te teksty 
- i to taka sama zagrywka, krytycy, którzy piszą 
jak poeta X pisze, co zawiera jego poezja. 
To dziecinada. 
Nie tego oczekuję od literatury w XXI wieku.

ŚWIĘCI POECI 

   Kogo wybiera? Jakich poetów? 
Kiedyś mnie to interesowało. Współpracuje 
z poetami, którzy mają dobry image. 
Gdyby osobiście znał Rafała Wojaczka czy by 
go wydał, czy Wojaczek został wydany bo 
to Wojaczek? Wybiera tylko studentów. 
Najlepiej magistrów , doktorów filologii polskiej. 
Stronka mnie nudzi, projekty wcale nie są odkrywcze. 
Kim jest szef Biura Literackiego aby wybierać 
poetów na NOWY WIEK? 
O tym kto jest poetą na NOWY WIEK zadecyduje czas, 
po śmierci, kolejna epoka, inne epoki. Ale nie Artur B.
Szef BL chyba się nieco zagubił w metaforach, 
ma kilka dobrych nazwisk a reszta o ile nie wszyscy to marionetki.
BL to nudne miejsce, ukazuje poezję jako coś prostego. 
Wieczorki poetyckie? Po co komu?
Przychodzą wyznawcy i wierzą,że B ich wybierze. 

    Biuro Literackie to prostu Biuro. 
Dobrze się trzyma dklatego,że ludzie wierzą.
Cieszy mnie fakt,że jestem daleko. 
POETA NA NOWY WIEK- zabawne, 
POŁÓW, niby inny ale przecież Miasto W płaci 
za każdy projekt- więc musi być bez zmian. 
W Polskiej Poezji bez ZMIAN.


 To biografia, biografie zazwyczaj przekazują 
inną prawdę, mają pokazać jak ktoś z czym walczył, 
coś pokonał. Lubię takie powieści bo motywują. 
Motywują do życia i działania, fani biblioterapii
by mieli radochę ale ja nie uznaję biblioterapii. 
Owszem, książki mają działanie zdrowotne 
ale w szerszym znaczeniu to indywidualna sprawa 
człowieka. No więc Jasvinder ma wyjść za mąż za
obleśnego faceta, którego przede wszystkim nie kocha. 

  Wie,że czeka ją okropny los, taki jak sióstr. 
Książka ukazuje świat kobiet w Indiach.
Podoba mi się język tej powieści, taki szczery, 
bez żadnych ozdobników. 



,

 
  


  Od pewnego czasu inaczej patrzę na Indie, Bangladesz.
Tu w Belgii siedzę i rozmyślam, rozważam, studiuję filozofię 
w końcu a tak naprawde Nauki o rodzinie. 
Z Jasvinder łączy mnie determinacja, wola walki, 
- nigdy się nie poddaję. 
Polecam tę powieść także tym, którzy rozważąją 
istnienie systemu rodziny. 
Rodzina to system, tu mamy obraz systemu rodziny.
Jeśli istnieje jakaś prawda o Indiach to jeszcze ją poznam
- Jestem empirystką.
Ale ta książka to doskonały wstęp.
To także próba rozważenia nad wartością rodziny.
Na świecie.
 Rodzimy się.
W małych planetach (Miasteczkach, dolinach, 
wsiach)- rodzimy się i co dalej? 
Chowają nas rodzice (Jeśli mamy tą radość ich
posiadać i jeśli nas dobrze karmią, miło jeśli 
nasi rodzice to nie przestępcy tylko mili i dobrzy
ludzie), chodzimy do szkoły, przeżywamy dzieciństwo. 

ETAP 2

 Próbujemy dorosnąć. Jeśli nam rodzice
nam to pozwalają. A kiedy dorośniemy 
(Bo jako dzieci bardzo chcemy być duzi)
żalujemy, że to tak minęło.
Mam 25 lat, kocham książki. 

ETAP 3

  Wybory i błędy, filozofie
- móstwo filozofii. 
Pełno decyzji ale my po prostu żyjemy. 
I nie jest to nic nadzwyczajnego. 
I tak my jesteśmy reżyserami naszego 
życia, to od nas zależy. 


  Powieść napisana
- i co dalej?
Stoję w miejscu, czemu krytycy mają
decydować skoro tyle gównianych książek
się wydaje? Wydaje się wszystko. 
Może powinnam być dumna,że mam problemy
z wydaniem. W NIE BĘDZIEMY POP
poruszam temat Miasta na W.

     Poranna kawa w Leuven
Przeziębienie.Dosyć ostre. 
La vie, la vie. 
I teraz wszyscy udajemy,że potrafimy 
być szczęśliwi.
 Sama jestem „życiową kaleką”
i walczę z tym od lat. Nie jest przyjemne
to uczucie kiedy nie pojmuje się rzeczywistości.
Postanowiłam to zmienić.
Dlatego przyjechałam do Belgii.
Mam więc pole do popisu.

 W środku taka nie jestem ale otoczenie
traktuje mnie jak „niezaradną” „rozpieszczoną”.
Mam 25 lat i czuję kontrolę Mamy.
Ale teraz z tym walczę mimo,że kocham swoją rodzinę.
Są tacy, którym sie życie na garnuszku podoba.
Ja nie cierpię tego życia-dlatego TRANSGRESJA.
Mówię NIE.

       Pozdrawiam i zapraszam do czytania

www.annaczyrskawcentrumswiata.blog.pl
 Mało polskich książek wzięłam ze sobą 
do Belgii i bardzo ublewam. 
Przed wyjazdem czytałam Marinę- Carloza Ruiza Zafona.
Uwielbiam jego świat- ekscytujacy, mroczny i nieco naiwny. 

  Na co mam teraz ochotę? Na Beatkę (jej punk story)
i oczywiście na Złam Prawo Łukasza. Poczytać coś polskiego.
A przy okazji niesie z sobą ten brak polskich książek 
pewien interesujący pomysł, 

który muszę poważnie przeanalizować.
Ale teraz są inne priorytety. 
To life, take alive 

           Pozdrawiam
Roztacza mnie widok na Leuven z ogromnego okna, 
z 4 piętra. 

………………………………

………………………….
  Weszłam do księgarni w Belgii. 
A tam Carlos Ruiz Zafon. 
Książki mają drogie, okładka miękka
kosztuje 10 euro. 
A twarda 25 euro. 

 Podoba mi się życie tutaj. 
Przede wszystkim dlatego,że żyję sama 
i moja samotność mi się podoba, walka o byt,
o niezalezność. 

  Wierzę w moje marzenia i w to,że
WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE ANNO- jak mawia Tomasz. 

 GRA ANIOŁA I CIEŃ WIATRU w wersji belgijskiej.
Jak zarobię to na pewno zakupię ale teraz liczą się życiowe sprawy.
I zapraszam do wpisu:

www.annaczyrskawcentrumswiata.blog.pl
  Spacer po Leuven dobrze mi zrobił. 
I w ogóle mam dziś dobry dzień-cokolwiek by nie było.
Może jutro odzyskam telefon :)
Cała promienieję- ale czemu?

  Życie zaskakuje chociaż człowiek i tak się
nie umie zadziwić. Poczucie rzeczywistości 
- Pojmuję ją. Cokolwiek będzie
- Spacer po Oude Market był przyjemny,
romantyczny. 
I miał przyjemną puentę.

     Jutro kolejny dzień. 
Zakochałam się w Leuven
- Tu człowiek czuje się dobrze!


  • RSS