Lori Lansens to pisarka, której nie znałam. 
Szczupła, piękna kobieta, w stylu american wkrada
się w skórę 43 letniej kobiety otyłej. 
„The wife’s tale” ( „Opowieść żony”) 
to bardzo interesująca powieść.

 Mamy przed sobą „tłuścioszka” 
- kobietę, której życie jest bardzo szare i smutne
u boku męża do, którego zdążyła się przyzwyczaić.
Objada się, też niestety się objadam choć nie jestem
gruba ale rozumiem to. Mary Gooch- po prostu jest
żoną u boku męża, straciła dwójkę dzieci, wewnątrz niej
tli się rozpacz. Każdy dzień jest ciężki, trudny. 
Nie do ogarnięcia. Pewnego dnia, w dniu srebrnej 
rocznicy ślubu mąż Mary, Jimmy opuszcza ją.
I tu buduje się nowy obraz Mary Gooch, która 
przeżywa metamorfozę. 
Droga kobiety poprzez dojrzałość, jej pierwsza podróż
i przygody jakich doznaje- Na początku 
powieść wydawała mi się nudna ale z czasem 
naprawdę wciąga. Zakończenie mimo,że
optymistyczne jednak mnie nienasyca. 
Warto przeczytać tę powieść- jest tak
bardzo realna a czyta się ją jak film. 

        Pozdrawiam